Polska brzydko się cofa
Nie mam już siły słuchać o krzyżu, pomniku, Smoleńsku, niezależnie od tego, czy ten kto mówi jest za, czy przeciw. Niedługo ludzie polecą na Marsa, opracują technikę teleportacji albo bezprzewodowego zasilania. Podkreślam LUDZIE, bowiem Polacy w tym czasie będą wycierać – przepraszam za wyrażenie – gówno z kolejnej tablicy, tudzież stawiać bądź przenosić kolejny krzyż. Guzik prawda, że rozpoczęła się jakaś dyskusja światopoglądowa! Naród dostał szajby, bo nie wiadomo dokąd idziemy. Wiadomo? No to zobaczmy co nam proponują politycy…
Nienawiść pomiędzy PO i PiS nigdy nie będzie miała końca. A to właśnie ta międzypartyjna nienawiść, nie zaś posunięcia jednej czy drugiej strony, najbardziej wykańczają kraj. Po wojnie wyborczej i powyborczej pozostało nam pogorzelisko, a na nim ubabrana w czymś paskudnym polityczna niby-oferta następującej treści, że pozwolę sobie streścić ją w dwóch punktach:
1. Kompletny zanik opozycji rozumianej jako siła podtrzymująca systemową dyskusję o tym, jak lepiej zorganizować państwo. PiS zajął się przechodzeniem do sejmopodobnego nowotworu w postaci gigantycznej grupy pod wodzą Macierewicza, w której nie trzeba wchodzić w dyskurs z PO, bo PO tam po prostu nie ma. I to jest dla niektórych wartość sama w sobie – taki model parlamentu marzeń.
2. Prezydent, premier i marszałek sejmu z tej samej partii, ale jak słyszymy, coraz bardziej na siebie rozzłoszczeni. Jeśli udają to żenujące, jeśli nie to dołujące, bo miało być sprawniej, szybciej, nowocześniej. Z drugiej strony jak coś razem sprawnie przeprowadzą, to zaraz ktoś powie, że bezczelnie pysznią się monopolem władzy. Diabeł wie co robić! Może poczekać? No to się czeka!
Czekają i obywatele. W błogiej nieświadomości, co do normalnych standardów wymagań w stosunku do polityków, bo przecież tak głęboko nie wnikają w specyfikę ustrojów politycznych zagranicy w miejscach, gdzie się ich zawozi dzięki dobrodziejstwu turystycznego last minute za jedyne 999 zł all inclusive. Nie ma więc dyskusji jaki kapitalizm, jaka prywatyzacja, jaka ochrona socjalna, jaki wymiar sprawiedliwości. Wszystko jest w Polsce coraz bardziej zero-jedynkowe, coraz bardziej oczywiste lub dla innych, coraz bardziej bezsensowne. Nie ma odcieni, niuansów. Tylko jedno wielkie „ZA” i jedno wielkie „PRZECIW”. Z tak ciosaną „wrażliwością” intelektualną potrafimy co najwyżej sprostać standardom wspólnoty pierwotnej… Co ja mówię?! Wspólnoty?! W Polsce?!






Wysyłam...









interesujacy dobry post — racja absolutna?