PiS topi prawdę w bredniach
Katastrofę w Smoleńsku można nazywać zbrodnią, bo to wydarzenie odrażające, naganne. Można nazywać zbrodnią, choć nie ma dowodów, kto jest jej winny. Bo chodzi o zbrodnię potoczną, a nie zbrodnię w sensie prawnym… To sens ostatnich słów Jarosława Kaczyńskiego. Dosyć! Nie mam już siły wysłuchiwać tych bredni. Może prezesowi PiS zależy na tym, by Donald Tusk został właśnie potocznie, sondażowo uznany za winnego, ale ja chce wiedzieć dlaczego spadł samolot. Tak po prostu, bez zastanawiania się komu ustalona przez specjalistów prawda mogłaby ewentualnie sprzyjać a komu przeszkadzać. To nie jest jakiś wakacyjny plebiscyt do jasnej cholery! I to nie jest tym bardziej prywatna sprawa Jarosława Kaczyńskiego.
Ciekaw jestem czy „rycerzom prawdy” z PiS-u przyszło do głowy, że być może tak mało członków rodzin ofiar ze Smoleńska wzięło udział w posiedzeniu niby-komisji Macierewicza, bo ludzie, którzy tyle już przeżyli bólu, nie chcą uczestniczyć w farsie. Pleść tak jak Macierewicz każdy bowiem potrafi, jeśli się oczywiście tego nie wstydzi, problem jednak w tym, że te plecenia nawet na milimetr nie przybliżają nas do wyjaśnienia sprawy katastrofy. Oczywiście można dalej majaczyć np. o tym, kto powinien był kupić nowe samoloty, no i co z tego?! A my wiemy, że Tupolew spadł bo nawalił?! Guzik wiemy! Jak by dziarscy publicyści, którzy z trudem prowadzą nawet własne auto, nie starali się rozjaśnić nam zawiłości awioniki! W przerwach pomiędzy tłumaczeniem nam kto z kim powinien zgodnie z naturą uprawiać seks.
Możemy dalej bawić się w ten teatrzyk cieni, ale zastanówmy się do czego to prowadzi. A prowadzi do kompletnego zaćmienia prawdziwych problemów ze śledztwem bredniami o odpowiedzialności politycznej, na którą ma się tylko taki „dowód”, że skoro zginął prezydent wywodzący się z PiS, to winne musi być kierownictwo PO. Nie mam wątpliwości, że taka „logika” obraża inteligencję milionów Polaków! No ale co naszych „wybrańców narodu” obchodzi stan psychiczny tego narodu!
Stan na dziś mamy natomiast taki, że: 1. Nie bardzo wiadomo jak interpretować fragmenty stenogramów z rozmów pilotów; 2. Nie ma dowodu ani na niedopuszczalne naciski ze strony Lecha Kaczyńskiego, ani na to, że takie naciski w jakiejś formie absolutnie nie miały miejsca; 3. Nie wiadomo dlaczego samolot był tam gdzie był, a więc dlaczego doszło do katastrofy; 4. Rosjanie nie przekazali Polakom wielu dokumentów, nie mówiąc już o wynikach sekcji zwłok ofiar; 5. Nie wyjaśniono czy to prawda, że Rosjanie nie dopełnili wszelkich oczywistych dla cywilizowanego świata procedur przy identyfikacji zwłok.
Wiadomo natomiast, bo to ogłoszono w piątek, że nad Smoleńskiem nie było sztucznej mgły tak jak niektórzy nieśmiało sugerowali. Potwierdzili to polscy naukowcy. Przy okazji okazało się, że mamy jednak jakichś naukowców a nie tylko dziennikarzy. Tylko do czego fakt wykluczenia manipulacji z mgłą, albo konstatacja, że śledztwo jest skomplikowane i trzeba je profesjonalnie a nie politycznie monitorować, mogą przydać się Macierewiczowi lub niektórym mediom? Do niczego doraźnego, a więc właściwie do niczego…






Wysyłam...








