News of the World: media kompletnie pobłądziły
Jeśli ktoś się obawia, a może i odwrotnie – z nadzieją zaciera ręce, że nasza polska prasa bulwarowa może splamić się tak niebotycznym skandalem jak angielski „News of the World”, to niech się nie łudzi. Żadne media papierowe, nawet te najpoważniejsze i najmniej skłonne szukać sensacji, nie są wpisane u nas tak głęboko jak na Wyspach w system kontroli publiczno-społecznej. Nie mówiąc już o tym, że proceder będący podstawą całej tej afery, choć niewątpliwie obrzydliwy i przerażający, jest objawem groźnej histerii mediów, a nie odpowiedzią na jakikolwiek popyt ze strony czytelników. Bo prawda jest taka, że ci czytelnicy, ci widzowie, ci słuchacze gdzieś się niepostrzeżenie zagubili w hermetycznych koncepcjach twórców mediów.
Dlaczego widz ogląda telewizję? Bo ma telewizor. Dlaczego stacja tworzy program? Bo widz ma telewizor. Gazety też są robione, bo prasa trafia do kiosku, a czytelnik ją kupuje, bo prasa jest w kiosku. To trochę durnawe wytłumaczenie pokazuje jedno: bardzo silne zakorzenienie mediów w kulturze codziennej, które wielu wydawcom pozwalało przez lata o nic się nie martwić, „bo nawet jak będzie gorzej, to i tak jakoś będzie, kiedy się zetnie koszty”. Problem polega jednak na tym, że przyszedł czas, gdy trzeba się martwić nie o to, jak szybko się płynie, ale czy się za chwilę nie utonie. I trzeba coś robić. Tylko co? W tym momencie wzrok każdego speca od mediów zwraca się ku konkurencji. Choć paradoksalnie to przecież nie ona generuje dochód kupując nasze gazety, czy oglądając naszą telewizję. Czyni to ktoś inny, kompletnie zapomniany. Obywatel. No ale on nie jest fachowcem z branży, więc trudno go traktować na poważnie…
Ja jakoś nie zauważyłem, żebym w ciągu dwóch dekad niepodległej Polski uległ daleko idącej ewolucji psychofizycznej, nie licząc kilkudziesięciu kilo plus i kilkudziesięciu atutów towarzyskich minus. Nie wyrosły mi dodatkowe palce, na czole nie pojawiło się gniazdo USB, nie emituję sam z siebie fal wifi, a moje oczy rejestrują wszystko tak samo jak dawniej. Nadal jem tak jak się je, śpię tak jak się śpi i robię różne rzeczy tak jak się je robi i robiło (przy okazji: nie mam z tego powodu nerwic znanych z lektury egzystencjalistów i ich prekursorów). Nie odnoszę też wrażenia, by współczesne nastolatki różniły się pod względem budowy mózgu ode mnie w ich wieku. Niestety! Dokładnie odwrotnie sądzą wizjonerzy od mediów. Widząc oczyma duszy jak za chwilę pasażerowie pekaesu do Mławy nie tylko czytać będą po drodze e-papier, ale jeszcze będą to robić poprzez przyłożenie go sobie do potylicy. Dzięki technologii, o której teoretycznych możliwościach już za chwilę ktoś powie za oceanem.
E-papier pod kaszkietem otula potylicę, a my tu jeszcze jesteśmy w lesie! Gazeta? Telewizor? Ekran komputera? Umarliśmy za życia! Róbmy coś, by ruszyć z miejsca! Na przykład zróbmy tak, żeby gazeta zaciekawiała jak telewizja, a telewizja jak Internet, a Internet jak gazeta. Rzecz jasna, jak gazeta udająca telewizję!
Ale jak to wszystko zrobić skoro papier to papier, a ekran LED to nie papier, a jak się na nim nic nawet nie rusza, to i tak gorzej widać niż na papierze, ale można zmienić na co innego, czyli animować? Udawajmy, że wiemy! Widzieliśmy „Raport mniejszości”, w którym bohaterowie w przestrzeni sortowali jakieś holograficzne tabele. No i w tych kulach zostawionych w filmach przez wymarłych kosmitów na obcych planetach też coś jest. Jak się je naciśnie, to wyświetlają przestrzenny układ planetarny. I już wszystko wiadomo. Tak bajerancko wiadomo, że aż się nie chcę pracować w telewizji 2D, robić Internetu 2D, nie mówiąc już gazecie, która ani się nie rusza, ani nie zmienia. To może jedyna droga: zrobić coś strasznego? Podsłuchać? Nagrać? Wyjawić? Bombę atomową odpalić? Tak jak w którymś znanym serialu o mediach! Ludzie to uwielbiają! Muszą uwielbiać, bo to tylko ludzie! Nie mają wyboru!
Mają! Miliony ludzi w różnych krajach idą sobie spokojnie do jakiegoś sklepu i tam z radością pobierają przysłowiową „gazetkę Lidla”. Nic się nie rusza, nikogo nie podsłuchują. A i tak jest towarem pierwszej potrzeby o niebo ważniejszym niż całe News of the World. Oby taką samą motywację ktoś wywołał pisząc kiedyś właśnie o polityce. Media na świecie mogą sobie zakładać podsłuchy, monitorować, kontrolować… A jeśli to nikogo poza nimi nie obchodzi? Bo nic konkretnego nie przynosi odbiorcy poza czystą konsternacją? Bo nic konkretnego nie przynosi wydawcy poza kosztami i wstydem? Nie chcę używać pozaetycznego stwierdzenia, że świństwo musi się przynajmniej opłacać, no ale w sumie jakoś tam musi. Jak się nie opłaca, to autor jest nie tylko świnią, ale i idiotą. Pal sześć jego samego, ale każdy z nas dorzuca cegiełkę do ewolucji ludzkości…






Wysyłam...









Słuchałem pana w superstacji.Większym idiotą jest tylko niesiołowski.
Panie Janie,
A czemu pan juz nie jest naczelnym w Fakcie?