Krzyżacy kontra geje
Kapucyni przeciw paradzie gejów, krzyż pod Pałacem Prezydenckim po stronie kapucynów. Za chwilę się może się okazać, że geje są przeciw Smoleńskowi, a za Tupolewem. Jakby poparli Grunwald, to wtedy PiS musiałby być przeciw bitwie. Tylko jak ocalali Krzyżacy potraktowaliby gejów? Niektórym moim rodakom na mózg padło! Czy my żyjemy w jakiejś przerażającej sieci znaczeń, w której wszystko ze wszystkim musi mieć bezpośredni związek?!
Być może powinniśmy sobie powiedzieć wprost i po męsku: żyjemy w głupim kraju, w którym jak spadł samolot i nastał nowy prezydent, mimo, że stoi stary krzyż, to nie można po tym urządzać jednocześnie parady homoseksualnej i 600-lecia wielkiej bitwy. Bo ludziom się to pomerda dokumentnie. Przy czym wcale nie zwykłym ludziom, tylko tym, którzy niby powinni rozumieć więcej, bo biorą czynny udział w polityce.
Nie mam kompletnie nic przeciwko paradzie gejów i lesbijek z jednej strony, a krzyżowi pod Pałacem i Grunwaldowi z drugiej. O! I proszę! Sam się dałem wciągnąć, bo to nie są przecież przeciwieństwa, tylko ktoś je w ten sposób wykorzystuje. Co więcej protest przeciw paradzie równości ma wiele wspólnego z protestem przeciw krzyżowi. W obu przypadkach z ekstremalnych przykładów robi się zasadę kwestionującą wszystko. Ba, wstręt niektórych wobec ludzi stojących pod tym krzyżem ma wiele wspólnego ze wstrętem innych wobec gejów tańczących na platformie. I tu, i tu jest obrzydzenie, wykluczenie, poniżanie i demonstracyjne odcięcie się „normalnych” od „nienormalnych”. Ja wiem, że pozycja tych dwóch symboli i zarazem dwóch grup jest inna, ale nietolerancja wobec nich jest tak samo parszywa!
Jaki z tego wniosek? Ano taki, że wcale nie jesteśmy krajem pękniętym na dwie części – jedną zajętą przez moherowych outsiderów, a drugą – przez wielkomiejskich mainstreamerów. Jesteśmy krajem jednolitej i niezwykle intensywnej nietolerancji wobec „obcych”. Nie ma kompletnie żadnego znaczenia, że ci „obcy” dla jednych są moherami, a dla innych gejami. Dużo ważniejsze, że podsuwa się ludziom całe pakiety do „nietolerowania”. Np. homoseksualiści plus feministki plus zieloni plus ekolodzy w jednej paczce. A w innej – staruszki plus krzyże plus Lech Kaczyński plus Powstanie Warszawskie. W ten sposób „nie tolerujemy” kompleksowo, czy jak kto woli drużynowo. Wychodząc z takiej drużyny wychodzi się na idiotę. Smutne ale prawdziwe.






Wysyłam...









Pełna zgoda:))) Ten Grunwald to trochę tęsknota za prawdziwą bitwą. Honorową, bez nieczystych zagrań.
Przykre,ale prawdziwe. Oprócz zwykłej głupoty jesteśmy obciążeni bylejakością i zachowawczością. Najlepiej, żeby wszystko zostało po staremu. A każda zmiana rodzi strach i agresję.
To nasze,narodowe, odwieczne szukanie wroga przekierowuje nas na zaśniedziałe i niestety śmieszne tory historii. Może rację mają współcześni “rycerze”, którzy te narodowe strachy przeganiają .….….pod Grunwaldem.